Koala na safari

Jakiś czas temu wysłałem list do dużej firmy, producenta chrupiących artykułów spożywczych.
Taka była jego treść:

Szanowni Państwo

W dniu dzisiejszym otworzyłem produkt Państwa Firmy „Junior Safari”, który dostałem od mojej mamy.
Nie mam żadnych uwag dotyczących jakości sensu stricto. Smak Państwa produktów, jak zawsze jest legendarny i nie budzi żadnych zastrzeżeń. Mam jednak uwagę natury technicznej. Otóż, w paczce znajdują się ciasteczka w kształcie zwierząt, które jak mniemam (i co sugeruje nazwa produktu), można spotkać na safari. Udało mi się rozpoznać następujące zwierzęta: lew, słoń, żyrafa, nosorożec, zebra, wielbłąd, żółw, a także… KOALA!

Wszystkie ww. zwierzęta żyją w Afryce i można je spotkać na safari. Ale koala??
Jak powszechnie wiadomo, koala (Phascolarctos cinereus) zamieszkuje tereny wschodniej Australii, a co za tym idzie, w Afryce można zobaczyć ją jedynie w ZOO.

W związku z tym, zwracam się do Państwa z prośbą o wycofanie ciasteczka w kształcie misia koala z paczki „Junior Safari”. Jego obecność w paczce, sugeruje, że zwierzę to żyje w Afryce.

Uważam, że wprowadzacie Państwo w błąd swoich najmłodszych Klientów. Dzieci powinny znać prawdę – koala żyje w Australii i nie można jej spotkać na safari.

Bardzo proszę o wyjaśnienia i ustosunkowanie się do mojej prośby.

Z poważaniem
Rafał Gołębiowski

 

Taką oto dostałem odpowiedź:

Szanowny Panie,

dziękujemy za przesłanie zapytania dotyczącego Junior Safari. Cieszymy się, że nie ma Pan zastrzeżeń co do jakości produktu. Odpowiadając na wątpliwości związane z nazwą produktu, pragnę wyjaśnić że gdy powstawał ten produkt, przyświecał mu cel nie tylko zapewnienia naszym najmłodszym konsumentom przyjemności chrupania, ale także zapoznania ich z różnymi dziko żyjącymi zwierzętami. Obecnie, wraz z rozwojem globalnej turystyki, coraz częściej terminem „Safari” określa się formę zorganizowanego wypoczynku i rekreacji poprzez podziwianie i fotografowanie naturalnej przyrody, a zwłaszcza świata zwierząt. Nazwa ta nie odnosi się do „akfykańskiego safari”. Mam nadzieję, że udało mi się rozwiać Pana wątpliwości i że przekąski ……… nadal będą gościły w Pana domu :)

Pozdrawiam/Best Regards
……… ……
Specjalista ds. marki
Junior Brand Manager
Dział Marketingu

 

Czyli wychodzi na to, że się czepiam?
Chyba tak.

Jak ktoś mnie dziś zapyta, co będę robił w najbliższy weekend, to powiem, że jadę na safari.
Tramwajem. Do Parku im. Edwarda Szymańskiego na Woli. Będę fotografował dzikie kaczki, które pluskają się tam radośnie w głębokim stawie.

 

koala na safari

1 Komentarz

  1. Hm, no chyba trochę się czepiłeś, bo byłam ostatnio na safari na Sri Lance, a więc nie w Afryce. Safari dotyczyło podglądania dzikich słoni i ptaków w jednym z rezerwatów. Tak więc Twoje „kaczkowe” safari jest jak najbardziej safarowate, mam tylko wątpliwości, czy na safari można pojechać tramwajem i czy nie chodzi o podglądanie zwierząt w ich naturalnym środowisku. Czy wielkie miasto jest naturalnym środowiskiem kaczek?
    Pozdrawiam serdecznie, jestem z tego samego klubu. Rozpętałam kiedyś wojnę smakową z firmą Knorr o zbyt duży dodatek soli do placuszków jabłkowych tegoż producenta (wyrób instant). Otrzymałam kilka listów poleconych z różnych oddziałów inspekcji handlowej w naszym kraju oraz raport z linii produkcyjnej na Węgrzech, gdzie placuszki są produkowane. Afera była więc międzynarodowa :-) Niestety przegrałam, ale dostałam kolejne opakowanie placuszków.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.